niedziela, 15 września 2019

Warren

     Warren spotykał się czasem ze zdaniem, że przez jego ideologię jest okropnie łatwowierny. Zawsze kręcił wtedy głową, zapewniając wszystkich dookoła, że świetnie wie co robi. W jego słowa wierzyła tylko jedna osoba. On sam. Jak można się domyślić, bardzo często słono za to płacił. Nikogo pewnie nie zdziwiłaby więc historia o tym, jak zaraz po rozwiązaniu swojego zakładnika, poczuł parzący ból, który zalał jego policzek. Osunięcie szczęki spowodowało, że jego zęby zacisnęły się na dolnej wardze, przez którą po chwili także przepłynął strumień boleści. Z osłupieniem popatrzył na Jacquesa, czując w ustach metaliczny posmak. Prędko zmarszczył brwi i chwycił mężczyznę za blady nadgarstek.
- Typie, byłem na serio miły! - oznajmił oburzony. Zgrabnym, skupionym ruchem, odbiegającym daleko od jego dotychczasowej ekspresji, wykręcił rękę napastnika, przyciskając go do ściany. Natychmiastowe i skuteczne obezwładnienie. - A chciałem to odpuścić - mruknął pod nosem, na nowo oplątując nadgarstki Jacquesa. Dalej nie pochwalał tego sposobu, ale nie był pozbawiony szarych komórek. Najwidoczniej na obecną chwilę nie dało się inaczej. Zadbał jednak o to, by splot nie był tak silny, jak wcześniej. Jay przesadzał z zaciskiem liny. Była różnica, między plątaniną zaciśniętą na chama siłą a solidnym, dobrze skonstruowanym supłem. Mówił już, że jest mistrzem supłów?
     Oparł blondyna o ścianę i odsunął się od niego. Przetarł wargę, z której krople krwi zdążyły opaść już na brodę. Przeklął cicho pod nosem, siadając po turecku na ziemi, dokładnie na wprost swojego jak-sądził-jeńca-teraz-oprawcy. Spojrzał na niego, odrobinę nadymając policzki i krzyżując ręce na piersi. Ból dalej piekł zaczerwienioną część jego twarzy. Szczerze powiedziawszy, jakoś bardzo mu to nie przeszkadzało. Takie bitki na pokładzie były u nich na porządku dziennym. Chyba że wściekła była Lea. Ona jeszcze gryzła. Była jednak różnica, między bijatyką podczas małej sprzeczki a niespodziewanym atakiem kogoś, z kim próbujesz postępować najuprzejmiej, jak potrafisz. Może nie były to szczyty uprzejmości, jaką mógł znać władca, ale Warren naprawdę się starał!
- Niefajnie. Serio, niefajnie - znowu burknął pod nosem, odwracając twarz, zupełnie jak obrażone dziecko.
Próbował zrozumieć, co zrobił źle. Załatwił mu ciepłe powitanie, postanowił zachowywać się miło, naprawdę nie musieli być wrogami! Jasne, nie liczył na wielką przyjaźń z jego, jakby nie patrzeć, ofiarą, ale po co to całe nienawistne nastawienie. Przecież nie obrabował mu statku ani nic. Uh. Jedyna rzecz, której nienawidził bardziej niż ograniczanie jego wolności, to inni piraci, nierozumiejący jak działa ten biznes. Władca zdecydowanie jednym z nich nie był, więc...Chyba że... Nagle go olśniło. Jacques wyglądał na osobę, która nie znosiła braku kultury. Warrenowi wydawało się to logiczne. Więc jednym z błędów pirata musiało być... Nie przedstawienie się! Od razu się ożywił i zwrócił się ponownie w stronę mężczyzny. Oczywiście chciał mu dać znak, że dalej jest urażony jego aktem, ale drobny uśmiech wplątał się na jego piegowatą twarz.
     - Jestem Warren. Kapitan Warren. Raczej parę dni będziesz się razem z nami bujał, także, gdyby coś ci nie pasowało, wołaj Warrena - oznajmił, mrugając do niego jednym okiem. Szybko jednak pokręcił głową i na nowo przybrał obrażoną minę. - Poza sprawą liny. Już ci nie zaufam.
- Oj zaufa! - Nagle zza drzwi dobiegł ich kobiecy głos, pozostawiający w swoim brzmieniu typową chrypę. Warren gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał na nieszczelne, stare deski. Wredna podsłuchiwaczka! Chwycił pierwszą, lepszą rzecz -  tak się składa, że był to kozak, leżący gdzieś nieopodal - i rzucił nią w drzwi. Huk wypełnił pomieszczenie, gdy but spotkał się z drzwiami.
- Wypad Lea! - odkrzyknął. Odpowiedziały mu śmiech i szybkie kroki, sugerujące oddalenie się intruza. - Ona tak zawsze. Przywykniesz. Zresztą to tylko na chwilę.
Próbował choć trochę podnieść na duchu Jacquesa. Nie chował długo urazy, mimo pieczenia, zdążył już o niej zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz