Jacques i jego wysokie mniemanie o Francji ani trochę nie przekonały Warrena do zmienienia poglądów. Co jak co, ale miał wgląd z pierwszej ręki na to, jak we Francji żyje się ubogim ludziom. W jego oczach monarcha był po prostu zbyt zaślepiony swoją wyidealizowaną wizją państwa, aby zwrócić uwagę na zalaną nędzą część ulic i lud. Oczywiście nie potrafił ubrać tego w słowa, które brzmiałyby tak inteligentnie, jak jego myśli, więc postanowił sobie odpuścić temat. I tak by z nim nie wygrał. Poza tym zdawało mu się, że władca nieco się uspokaja. Nie chciał tego zrujnować.
Zamrugał parę razy na wspomnienie o alkoholu. Cóż, Warren miał na myśli raczej pitną wodę i pytanie o zwykłe spragnienie, ale nie widział też niczego złego, w dostarczeniu Jacquesowi tego o co prosi. W końcu nie robiło mu to żadnej krzywdy. Skinął więc głową i ruszył energicznym krokiem w stronę drzwi. Ponownie odwrócił jednak twarz, gdy doszły go kolejne słowa bladego mężczyzny. Chwilę rozważał długi słowotok zakładnika, próbując go rozpracować. Rudowłosy nie był najlepszy w rozszyfrowywaniu rozbudowanych wypowiedzi, potrzebował trochę czasu. Kiedy jednak doszedł do niego sens zdań Jacquesa, na nowo wyrwał się z transu.
- O. Jasne. W końcu ile można kisnąć w jednej kajucie, nie? - zapytał z lekkim uśmiechem i podszedł do spoczywającego na ziemi mężczyzny. Chwycił go za ramiona i bezceremonialnie pomógł wstać. Huh, władca był mniej kościs ty, niż wyglądał. Może jednak coś różniło go od żywego trupa. Następnie ruszył z powrotem do drzwi, które już po chwili otworzył silnym pchnięciem. Mocna bryza od razu uderzyła go razem z wiatrem. Uwielbiał to uczucie. Czasem zamykał się w kajucie i otwierał ją ciągle i ciągle, tak długo, aż Jay nie zwracał mu uwagi.
- To ten, znowu. Teraz tak, no, bardziej. Witamy na pokładzie - oznajmił, przekraczając próg i oglądając się za siebie, aby upewnić się, że Jacques ruszył za nim.
Nie trzeba było długo czekać, by Lea doskoczyła do nich, uważnie oglądając nową zdobycz. Zanim Warren zdążył znowu się odezwać, schrypiały głos roznosił się już w powietrzu, zapełniając przestrzeń czymś, co na początku mogło zdawać się monologiem, jednak okazało się licznymi pytaniami. Dziewczyna o miedzianej czuprynie potrafiła mówić naprawdę szybko. Kapitan wyłapał więc tylko parę z nich, takich jak "Czekaj, to serio przyszły władca? Warren, typie, co ty odwaliłeś?", "Jak długo trzymałeś go w worze, wygląda, jakby miał tu zejść" albo "Cholera, o co chodzi z tymi włosami? Chce takie włosy. Jak mieć takie włosy?". Klasyczna Lea. Upierdliwa, ale nieszkodliwa, toteż na razie Warren miał zamiar zająć się innymi.
Rozejrzał się po pokładzie. Szybko zlokalizował niewielką sylwetkę, częściowo schowaną za masztem. Świetnie. Uśmiechnął się i wskazał w jej stronę palcem.
- Enzo! - Wystraszona chłopaczyna drgnęła na dźwięk swojego imienia, ale wychyliła głowę. - Przynieś rum!
Nie kwestionując rozkazu, brunet pokiwał głową i szybko ruszył w stronę zejścia do podpokładu. Ah, słodki Enzo. On jako jedyny słuchał się Warrena. W zasadzie słuchał się wszystkich i gdy dostawał dwa rozkazy, raczej skłaniał się do tych Jaya, ale...Teraz słuchał się Warrena! Pokazywał się z dobrej strony. Dopóki oczywiście w jego idealne rządy nie wciął się racjonalny przyjaciel.
- Rum? Chcesz po prostu częstować go rumem? - zapytał pewien wątpliwości, przenosząc wzrok z piegusa na dalej trajkotająca Leę oraz Jacquesa. Nie dało się nie zauważyć, że traktował ich zakładnika jak kolejny problem w ich życiu. Warren wzruszył ramionami.
- Ta, czemu nie? - odparł, ponownie przeciągając się i rozglądając po statku. Coś mu tu nie pasowało. Szybko uświadomił sobie co. - Lea?
- Aha? - Dziewczyna chwilowo przerwała wywód pełen pytań, jak i uszczypliwości w stronę właściwie całego świata.
- Jesteś tu. A kotwica zwinięta. Kto jest za sterem?
- Szlag - rzuciła prędko, chwytając się barierki i zwinnie wskakując na nadbudówkę. Następnie jak najprędzej pognała do steru. Już po chwili statkiem zarzuciło lekko w prawo. Warren podrapał się po głowie i spojrzał na swojego zakładnika. Chciał upewnić się, że ten jeszcze się trzyma. Uśmiechnął się przepraszająco, czując, że przygoda Jacquesa na statku nie zaczęła się obiecująco. Może mógł jeszcze jakoś to naprawić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz