niedziela, 15 września 2019

Warren

     Warren sądził, że jego znajomość poprawności języka francuskiego wcale nie była taka zła. Jak na standardy, w których się wychowywał, rzeczywiście nie była. Mimo to zawsze gdy natrafiał na swojej drodze na wszelkiego rodzaju kupców bądź arystokrację, przypominał sobie w jak wielkim błędzie żył. Nie były to częste spotkania, toteż nie zakorzeniło mu się to w głowie, ale...W obecnej chwili czuł się onieśmielony mową członka rodziny królewskiej. Tak naprawdę niektórych słów nie wyłapywał i domyślał się, co oznaczają jedynie z kotekstu, jednak jedno wiedział. Brzmiały pięknie. Nieczęsto tak zatrzymywał się nad pięknem rzeczy, sądził, że są w życiu ważniejsze rzeczy do roboty, a on sam miał o wiele za wiele energii na takie chwile. Mimo tego, słowa jeńca brzmiały jak recytacja legendy i mógłby ich słuchać długo. Nawet jeżeli jego mówca nie wyglądał na nadmiernie zadowolonego.
     - Jestem raczej dziecko morza niż francuz ale... - Zanim dokończył zdanie, blondyn odezwał się na nowo. Warren zamrugał parę razy, próbując zrozumieć, czym była sekwencja słów, która właśnie padła z ust mężczyzny naprzeciw. Jacques Lou...No tak! - Okey, Jacques - skwitował, kompletnie ignorując resztę członów, których i tak nie byłby w stanie zapamiętać. Te wszystkie nieistotne tytuły królewskie i "nazwiska". W oczach Warrena zawsze były jakimś nieziemskim, niepotrzebnym wynalazkiem. Jay próbował mu kiedyś wytłumaczyć, dlaczego są istotne w wyższych sferach, ale dla mózgu piegusa dalej pozostawały one zagadką.
Obudził się na wspomnienie o linie. Jasne, że akt związania Jacquesa był kompletnie lekceważący, od samego początku to powtarzał. No, może w zupełnie inny sposób, ale znaczenie było to samo.
     - Mógłbym - rzucił beztrosko, zbliżając się i klękając przy mężczyźnie. Gdy tylko zobaczył jego twarz z bliska, mógł śmiało stwierdzić, że...To ciało nie ma sprawa żyć, naprawdę. Trupia bladość była kolejną zagadką, którą Warren mógł sobie dodać do listy. Zaczął się zastanawiać czy to w ogóle zdrowe. Przeszło mu przez myśl, że ma do czynienia z jakimś widmem, ale przecież wtedy Jacques już dawno mógłby wyrwać się z uścisku szorstkich lin. Pirat chwycił gruby splot, a następnie w parę sekund pozbył się solidnych supłów. Nie chciał się chwalić, ale był specjalistą od supłów. No dobrze, może trochę chciał się chwalić, ale nie w tej okazji.
- Jayden rozwiązywałby cię dwa razy dłużej
W porządku, chwalił się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz