Niewiarygodne. Do Jacquesa nie potrafiło dojść to co się teraz dzieje. Ten śmieszny pirat, który wymachiwał rękami jak szalony, mówiąc przy tym jakieś dziwne niezrozumiałe rzeczy był dla niego czystą abominacją. Książę nie potrafił go czasami zrozumieć przez to jak się wypowiadał. Wyczuwał też jego lekceważący ton, który niesamowicie go irytował. Szczerze mówiąc, to nie wiedział jak zareagować na to co się dzieje. Na pewno nie spodziewał się tego, że tak nagle zostanie mu wszystko wytłumaczone. O co tu chodzi i co to za ludzie? Śledził wzrokiem dwójkę mężczyzn, oczywiście nie rezygnując ze swojego pełnego pogardy spojrzenia. Przez chwilę myślał, że się przesłyszał. "Rozkaz kapitana"? Ktoś taki kapitanem? Był w szoku, na pewno nie widział takiej osoby w roli kogoś dowodzącego. Najwidoczniej świat zagwarantował mu jeszcze wiele niespodzianek. W ciszy obserwował całą sytuację, nie chciał się odzywać. Chciał pokazać autorytet rzekomemu drugiemu autorytetowi. Przy okazji bliżej przyjrzał się rudemu. Przez jego opaloną skórę można wywnioskować, że dużo czasu spędza na zewnątrz. Całe życie na statku, huh. Całkowite przeciwieństwo skrajnie bladego Jacquesa, który najpewniej spłonąłby na takim słońcu. Był typem domatora, wolał siedzieć w pałacu niż błąkać się poza nim. Zresztą nawet, jeśli by chciał nie miał za często takiej okazji. Zawsze towarzyszła mu straż, większa czy też mniejsza grupka. Czasami jedna osoba, czasami pięć. Z reguły męczące, ale dało się przyzwyczaić. W pałacu za to mógł spędzać czas w samotności co odpowiadało mu najbardziej. Nie był typem towarzyskim, więc nie posiadał wielu przyjaciół. Większość życia spędził z Philippem. Philippem, którego zielone oczy śniły się Jacquesowi po dziś dzień. Oczy przepełniony olbrzymim smutkiem, kiedy miał szanse ostatni raz w nie spojrzeć. Cholera..
Jacques miał wrażenie, że wyłączył się na chwilę, ale gdy tylko usłyszał te głupoty z ust rudowłosego od razu obudził się, oburzony, niemiłosiernie.
— Słucham? Mam rozumieć, że jako obywatel francuski nie znasz imienia swojego władcy? Nie będę wspominał o tym, że aktualnie swoimi czynami dopuściłeś się zdrady stanu, ale to? To.. to jest po prostu lekceważące.. — zawiedzony? smutny? Nie. Sam nie wiedział. Był po prostu zszokowany i ta emocja przesiąkła go kompletnie. Pokręcił głową z niedowierzeniem i głośno westchnął.
— Jacques Louis de Nogaret de la Valette. To skandal. To wszystko co się dzieje, niewiarygodne — spojrzał na pirata pytająco. Nigdy nie spotkał się z takim typem człowieka i w tym momencie cieszył się, że tyle lat żył w nieświadomości.
— Co do liny to faktycznie to odrobinkę lekceważące. Nie mógłbyś jej ściągnąć? — książę właśnie znalazł swoją szansę. Może nie do ucieczki, bo będąc na środku morza nie miał za bardzo gdzie uciekać. Ale to była jego szansa na przynajmniej potraktowanie tego idioty tak jak powinien być potraktowany. Dziękował swoim nauczycielom, którzy nauczyli go walczyć. Aktualnie myślał tylko i wyłącznie o uderzeniu tego człowieka, bo tak naprawdę nie wiedział co ma robić. Czekać na pomoc? Wcześniej mówili coś o pisaniu listu, ale czy we Francji potrakują tę prowokację poważnie? Teraz, gdy Francja się smaży w ogniach chaosu, najmniejszym zmartwieniem władzy jest książę, którego i tak planowali się pozbyć. Jacques miał wrażenie, że już nigdzie nie należy. Posiadał tylko tytuł i resztki władzy, które pozostały mu po ojcu, ale postanowił sobie coś. Wróci na sam szczyt. Po ofiarach, nieważne. Na pewno zjednoczy Francję i stanie na jej czele. Nie zważając na konsekwencje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz